Cóż, ktoś mi ostatnio powiedział, że wyście ze strefy bezpieczeństwa nie jest przyjemne. Strefy bezpieczeństwa? Moja strefa bezpieczeństwa ostatnio jest pod ciągłym bombardowaniem. I kiedy mówię "bombardowaniem" mam na myśli Nagasaki i Hiroszimę, krew, krzyki, płomienie i skwierczące szczątki ludzkie. Takie klimaty.... ;) Generalnie to na nudę nie mam co narzekać. Zaczynają się wakacje - więc czas na pracę.
Takie słowa jak : samodzielność, dorosłość, odpowiedzialność i długi.
Walczę między racjonalizacją a koalicją emocji, intuicjii i wiary. Wiem co chcę aby zwyciężyło, ale z drugiej strony, nie mam absolutnej pewności, że wspieram odpowiednią stronę wewnętrznego konfliktu. No i czas na to, aby
trwać w tym czego się nauczyło, czyli działać zgodnie z zasadą P.K.S. (Patrz Kogo Słuchasz).
Mimo tego, że na froncie emocjonalno/racjonalnym jest nieustanna rzeźnia i ostrzał z moździerzy, to właśnie w tym całym mroku, zgiełku itd doświadczam tego, że
Bóg jest. I milczący jest dość, ale to nie znaczy, że nie działa. A dziś to nawet naocznie widziałm jak wysłuchał mojej modlitwy.
Ostatnio mało śpię - nie ze zmartwienia - bo marzenia nie dają mi spać. Albo raczej : realizowane marzenia nie dają mi spać. Rysowanie. Modlitwa. Zdjęcia. Koncert Matisyahu....Takie tam. Nie ważne rzeczy, bo przecież na tym nie zarobię fortuny i nie zrobię przewrotnej kariery! <
och, czyżby wkradła się ironia?>
Wchodzę w coś, co chyba nazwya się dorosłość. Naiwnie i być może irracjonalnie, głupio, nieodpowiedzialnie i nie znając zupełnie się na życiu, ale za to odważnie, z podniesioną głową. I ufnością. I mam oczy otwarte.
A to ostatnie w przypadku znalezienia się na masakrowanym bombardowaniem polu bitwy grozi poważnym uszkodzeniem wzroku, ale nie mam zamiaru nawet mrużyć powieki. Żeby nie przegapić szansy.
Ciekawe czy wsparcie już nadciąga? Jakieś oddziały ratunkowe? Nie wiadomo, łączność dawno zerwana... ;)
"Look for me through the wind and rain
Thunder remember my name
I'll be coming yes I'm running oh I'm on my way
Just stay and I'll be there by the break of day..."
-Matisyahu,"Thunder"